Miike Snow - iii (Konkretna Recenzja)

20:32


Christian Karlsson, Pontus Winnberg i Andrew Wyatt - trio znane z takich hitów jak: "Animal", "Burial", "Silvia", "Paddling Out", "The Wave", i wielu innych, w 2016 roku wydało swój 3 album. 
Nazwa wydawnictwa mówi sama za siebie - "iii". Promocję płyty rozpoczął singiel "Heart is Full", który zaskoczył wszystkich zupełnie nowym obliczem Miike Snow. Mieszanka garażowej muzyki lat 60 z synth popem 70. i funkiem zarazem. Po czterech latach przerwy zniknęły charakterystyczne klawisze, a w dodatku pojawiły się sample zaczerpnięte od jazzowo bluesowej artystki Marleny Shaw i piosenki "Waiting for Charlie to Come Home". Czy "Heart is Full" oznaczał całkowite odcięcie się zespołu od swojego brzmienia? Na szczęście nie. Nowy trak przetrawiłem na spokojnie, z czasem polubiłem, i dzisiaj nie pomijam, kiedy odtwarzacz muzyki załączy go w playliście. Pomyślałem: "ok, co dalej?". "Genghis Khan" - powrót do przeszłości. Uff, odetchnąłem z ulgą. Właśnie z takich nut znamy twórczość Miike Snow! Wdarła się oczywiście szczypta nowej elektroniki, ale czy komuś to przeszkadza? Ja jestem za! Im dalej, tym różnorodniej i ciekawiej zarazem. Przykładem jest "I Feel The Weight" - melancholijny, z lekka dziwny, ale jakże piękny utwór o rozpadającej się miłości i prób jej naprawy. Wideo do tego kawałka idealnie to obrazuje.


Przez cały album, Miike Snow starają się balansować pomiędzy starszymi a zupełnie nowymi dźwiękami, co wskazuje na ciągły rozwój oraz chęć posmakowania innych nurtów. Mam wrażenie, że duży wpływ miał tutaj Christian Karlsson, który wraz z Galatis (pobocznym projekcie) podbija od dłuższego czasu taneczne parkiety EDM. Dobre ucho wychwyci to chociażby w kawałku "Heart of Me". A jeżeli mówimy o totalnych odskoczniach - przesłuchajcie "For U (feat. Charli XCX)", czy "Longshot (7 Nights)". Faworytem dla mnie jest jednak "Lonely Life", który ma w sobie coś z klimatu Blur.

"iii" jest muzycznym eksperymentem, który nie każdemu się spodoba, ale na pewno każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Momentami ilość użytych syntezatorów dźwiękowych i wokalnych drażni, a wysoka barwa wokalu Wyatt'a jest sztucznie podbijana, co nijak ma się do występów live. W ogólnym rozrachunku nowy album można polecić.

OCENA
3/5

Była to recenzja z cyklu "niedokończonych wpisów 2016".
Enjoy.



Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!

~pattt


CTRL'uj inne wpisy

0 komentarze

Nie hejtuj, komentuj z głową!