Kraków Live Music Festival 2016 - RELACJA I VLOG FESTIWALOWY!

22:06


Z festiwalu w festyn - festyn dla bogaczy.
Tymi słowami mogę już na początku podsumować edycję 2016 - Kraków Live Music Festival i nadchodzącą 2017. Utrzymać trzy najbardziej rozpoznawane festiwale w Polsce, wydaje się być nie lada wyzwaniem dla ekipy Mikołaja Ziółkowskiego - Alter Art'u. Czy KLMF staje się kulą u nogi?

Festiwal organizowany w Krakowie miał swoje lepsze i gorsze lata w historii. Pod szyldem Coke Live Music Festival radził sobie całkiem nieźle. Za dawnych lat bawiłem się naprawdę świetnie. Po przestoju, zmianie nazwy, coś pękło. Zapowiadała się nowa jakość, nowe pomysły, a jednak ostatnio mam takie wrażenie, że ludzie tworzący festiwal nie mają wyobraźni. Pewnie niektórzy zostali przyssani do swoich stołków i bez pomysłu trzymają się ich kurczowo niczym politycy. I w sumie widzę to nie tylko na przykładzie Live Music Festival. Święta trójca Alter Artu mocno traci na jakości, a żonglowanie artystami z roku na rok zaczyna robić się mało zabawne. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak potężne miliony złotówek wydawane są na pseudogwiazdeczki, na które mają przybyć dzieciaki z pozwoleniem od rodziców, by Ci mieli kilka dni spokoju. Nie jest dobrze. Na szczęście dużo ludzi zauważa, że coś jest nie tak. Frekwencja nie kłamie. Ale o tym poniżej i we vlogu.

No właśnie, zacząłem od line-upu, który oczywiście zawsze jest kwestią indywidualną każdego z nas, co podkreślam podczas każdych ogłoszeń. Można grzecznie wyrazić swoje zdanie bez nazywania czegoś "gównem", albo umiejętnie zamienić te obraźliwe słowo w coś bardziej przystępnego. Dlatego bezsensowne muczenie nie ma tutaj sensu. Festiwal przede wszystkim tworzą ludzie, których na Kraków Live Music Festival przybywa coraz mniej. Pustki podczas zeszłorocznej edycji 2016 trochę mnie zszokowały. Ekipa od foto również miała pod górkę. Bo komu tu robić zdjęcia? Powtarzające się pytanie na ustach: "jak ustawić kadr, by nie było widać tych pustek?". Znakomita robota dla ludzi manipulujących frekwencją. Tutaj czuli się jak ryba w wodzie. Spokojnie, wszystko zobaczycie we vlogu poniżej i na zdjęciach, nic tutaj sobie nie wymyślam. Plus tego wszystkiego był taki, że bez ścisku, obijania, przepychanek dostanie się pod scenę nie sprawiało trudności. Łapanie nowych znajomości również. Szkoda tylko tego niezapełnionego miejsca na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego. Dosłownie parsknąłem śmiechem, kiedy na bramce okazało się, że za bilet jednodniowy muszę zapłacić 246 zł, a za poprzedni dzień na Tauron Nowa Muzyka w Katowicach 150 zł! Dobre miejsce na przypomnienie relacji z tego wydarzenia - proszę kliknąć TUTAJ. Jak to mówią, chytry traci 2 razy. Jedne festiwale rosną w siłę i mogą pozwolić sobie na wzrosty cen i naprawdę ciekawą różnorodność oraz jakość w nowych artystach, a taki KLMF udaje, że wciąż jest wielki. Chociaż uwaga! Ceny na tegoroczną edycję są tańsze. Bilet jednodniowy z puli "final call tickets" kosztuje 209 zł! Tylko znów ten line-up... Czasami aż wydaje się, że ktoś po prostu ma w tym cel, by resztki dobrego smaku muzycznego zniszczyć wśród polskiej publiki. Nie dajmy się! :)


Festiwal wyróżnia tzw. One Extra Day, liczony jako oddzielny, zamykający koncert całego wydarzenia. Rok temu dzień ten należał do Muse, którzy kończyli właśnie swoje tournee 2016. Relacje CTRL'ujących nie kryły zachwytu, mimo niesprzyjającej pogody.



Czas na małe wtrącenie. 

Za namową kilku osób oraz z nowym postanowieniem na nowy rok zacząłem wypełniać i wysyłać wnioski o akredytacje na polskie festiwale. Znajomi mówili: "stary przy takich wyświetleniach jakie masz na blogu sam bym Cię chciał". Na wstęp poszedł Orange Warsaw Festival 2017. Myślę sobie, a co tam mi szkodzi. Kto nie próbuje ten traci. Wcześniej uprzedziła mnie koleżanka, że Alterom ciężo idzie odpisywanie na maile. Czekam, czekam... 8 dni do festiwalu... Napisałem wiadomość z zapytaniem, czy akredytacje zostały już rozdysponowane? Oto odpowiedź: 

"Dzień dobry,

Być może mail od nas wpadł do spamu. Przesyłamy decyzję w sprawie akredytacji ponownie.

Dziękujemy za zainteresowanie Orange Warsaw Festival 2017.
Z uwagi na duże zainteresowanie akredytacjami nie możemy w tym roku przyznać Państwu bezpłatnej akredytacji.
Z poważaniem,
Alter Art ".

ctrl pattt - alter art = 0:1
Czy podobną odpowiedź z naciskiem na "duże zainteresowanie" uzyskam w sprawie Kraków Live Music Festival 2017? Stay tuned! Zapewne niebawem wynik zmieni się na 0:2, bo przecież Open'er po drodze....

Koniec wtrącenia.
Czas na konkretną relację z centrum wydarzeń!


Koncertową, jednodniową zabawę 20 sierpnia zacząłem od polskich pierożków, czyli The Dumplings. Wydawało się, że zdążę tylko na niecałe 15 minut, ale duet mile zaskoczył. Justyna i Kuba wyszli z bisem na scenę i dorzucili kolejne 15 minut muzyki. Pod sceną została już niewielka grupka osób, ale bawiliśmy się świetnie. Jestem cichym fanem wokalu Justyny. Wokalu, który z roku na rok wraz z jej pazurem scenicznym rozwija się w dobrym kierunku. Świetna prezentacja na scenie, przyjemna elektronika, polska nadzieja? Zobaczymy, jak dalej potoczy się kariera The Dumplings. Pewnie przyjdzie czas, kiedy Justyna zdecyduje się zrobić coś solo - pod swoim nazwiskiem. Trzymam kciuki.




Czułem, że moja przygoda z The Neighbourhood będzie krótka. Przez chwilę miałem deja vu z koncertu The 1975. Z tym, że tutaj było mniej komizmu, a więcej starania się o dobry wokal i zgranie w zespole. Uszy wytrzymały 3 piosenki. Pustki pod sceną, małe zainteresowanie, kiepskie nagłośnienie. Strzał w dziesiątkę drodzy organizatorzy i łowcy talentów.  Niestety, dla mnie jest to zespół kilku singli. W pewnym momencie nawet miałem wrażenie, że skierowany ku dorastającym nastolatkom.

Ukojeniem dla uszów był kolejny polski akcent na festiwalu. Grupa HEY z Katarzyną Nosowską na czele, która występowała w podobnej sytuacji co Dave Grohl. Uraz nogi i "tron" z krzesła nie przeszkodziły Kasi oczarować publiczności. Za każdym razem robi to bezbłędnie. Genialny, wciąż potężny i wyjątkowy wokal jest nadal jednym z najlepszych i charakterystycznych na polskim rynku. Pomimo przeszkód ze zdrowiem był bis, a nawet dwa. Szacunek dla fanów, a fani odwzajemniają się tym samym. Klimat pod namiotem był naprawdę cudowny. Dzięki Kaśka! Kraków Stage zapełniony, prawie po brzegi.




Róisín Murphy lubi przebieranki. Wokalnie koi zranione serce. Można ją słuchać i podziwiać bez wyrzutów sumienia. Niestety, było mi śpieszno na Cage The Elephant, więc "Rodzynkę" zostawiłem na głównej scenie. Jak widać, nic straconego, ponieważ artystka w tym roku zagra na Tauron Nowa Muzyka Katowice! Będę musiał nadrobić cały koncert.





Cage The Elephant po raz pierwszy dotarli do Polski. Czujecie to? PO RAZ PIERWSZY. Czekaliśmy na nich prawie 10 lat... To tylko świadczy o tym, że wspomniane wyżej stołki muszą zostać wymienione wśród organizatorów festiwalu/festiwali! Wstyd. Jak było zapytacie? Fenomenalnie! Panowie nie oszczędzają się na scenie. Matt zaraz po wejściu odstawił stojak na mikrofon i zaczął tańczyć niczym zawodowiec. Drogie Panie, Alex Turner chyba przegrywa w tej kwestii. Poza tym, myślałem, że wokalnie nie da rady, a jednak przebił siebie samego. Co za energia, co za klimat! Na szczęście ludzie jakoś wypełnili namiot, bo 10 minut przed występem wyglądało to bardzo nieciekawie. Aż człowiek wrażliwy czuje w takich chwilach lekkie zażenowanie... CTRL'ujący! Brakowało tam Was! Serio! Gdzie byliście? :)  Na rozgrzewkę zabrzmiał "Cry Baby" - kawałek otwierający najnowszy album wydany w grudniu 2015 roku. Zaraz po nim powrót do debiutanckiej płyty w  utworze "In One Ear". W kolejności: "Spiderhead" przypominający 3 album "Melophobia" i "Aberdeen" z dwójeczki - "Thank You, Happy Birthday". Przedstawili się jak przystało, po jednym utworze z całej dyskografii. Dalej lecieli ze szlagierami "Too Late to Say Goodbye", "Ain't No Rest for the Wicked" (który tworzy podkład vloga), "Come a Little Closer". Encore w postaci "Cigarette Daydreams", "Shake Me Down" oraz "Teeth" postawił "kropkę nad i" niesamowitemu, pełnemu energii i radości show. Światowa klasa. Pozamiatane.







Ale to nie koniec emocji.
Nastąpił czas przesiadki na sąsiadującą scenę. The Chemical Brothers rozkręcali już publikę po drugiej stronie festiwalu. Jak zobaczycie we vlogu, starałem się zmieniać miejscówki pod sceną dla jeszcze lepszego odbioru tego zapadającego w pamięć pokazu muzyki i sztuki zarazem. Pierwszy raz na Chemicalsach byłem w 2015 roku na Orange Warsaw Festiwal. Z nieba lał się wtedy deszcz, ale w żaden sposób nie ujmował dobrej zabawie. Tutaj, na KLMF aura sprzyjała, ale najlepiej bawili się ludzie pod samą sceną. Czuło się dużo ciekawskich, którzy przyciągnięci laserami i światełkami, z ruszaniem bioderek mieli mały problem. Impreza z "braćmi" zawsze należy do udanych, chociaż mam wrażenie, że set na wspomnianym OWF był nieco lepszy niż tutaj. Pozdrawiam Pana, który we vlogu nazwał mnie małolatem i chwalił się super wykonanymi tatuażami The Chemical Brothers. Kolejny dowód na to, że geny plus słuchanie Muzyki od małego - odmładzają człowieka. Koncertowanie ponoć też ma na to wpływ, więc polecam, i polecam się częściej uśmiechać - szczerze.








Ostatnia przebieżka pod namiot aka Kraków Stage.
Tym razem KORTEZ! Jeszcze jeden i ostatni, bo zamykający ten dzień polski akcent. Muzyk instrumentalista z ogromnym talentem i wrażliwością do muzyki. Zachwyca nie tylko swoją osobą, a przede wszystkim utworami, jakie płyną ze sceny, ale przede wszystkim z serca. Raz samotnie z fortepianem oświetlany był przez jeden reflektor, innym razem w dodatkowym świetle stawali również wspomagający muzycy. Koncert, który wycisza, zmusza do refleksji, idealny na pożegnanie z festiwalem.




Jak widzicie drodzy CTRL'ujący nie nudziłem się, a bawiłem naprawdę dobrze. Potrafię docenić dobrą muzykę, ale i napiszę wprost, kiedy coś mi nie pasuje. Wiele razy również stawiam siebie w postaci A&R i odnajduję coś ciekawego w Muzyce, która nie ma ograniczeń. Niektóre festiwale w Polsce pozwalają bardziej na takie doznania, inne idą mocno w mainstream. Przykładem tych ostatnich jest Kraków Live Music Festival. Nadchodząca edycja tylko potwierdza moje słowa. Co na chwilę obecną znajduje się w line-upie? Lana Del Rey, Ellie Goulding, ALT-J, setny kotlecik Wiz'a Khalify. To wszystko jest dla ludzi, taki festiwal jest w Polsce potrzebny, ale na litość Boską - nie zabijajcie dobrego smaku muzycznego i nie bójcie się (drodzy organizatorzy) zaprosić kogoś, kto wybudzi co niektórych z amoku, a zwłaszcza Was samych. I ogarnijcie wreszcie szybsze zapełnianie i ogłaszanie artystów, bo zabawy w ciuciubabkę są dla dzieci.

Odmeldowuję się i zamykam sezon festiwalowy 2016!
Miło było powspominać.
Za 2 dni otwieram nowy sezon - 2017!
Do zobaczenia na Orange Warsaw Festival!



NAJLEPSZE NA KONIEC, CZYLI WISIENKA NA TORCIE!
VLOG FESTIWALOWY!



PS. Jeżeli podoba Wam się relacja z vlogiem wciśnijcie przycisk like i skomentujcie tutaj czy na facebook'u ctrl pattt. CTRL'ujcie Muzykę i podajcie dalej!




Łączmy pasje, dzielmy się wspólną zajawką!
CTRL'ujcie MUZYKĘ!

~pattt

CTRL'uj inne wpisy

0 komentarze

Nie hejtuj, komentuj z głową!